A wracając do "czwórek" - przetrwały dziesięciolecia - nadal mają się dobrze - oprócz tego, że działają, są żywą klasyką,,, Czegoż można więcej chcieć ?
(Artykuł pierwotnie opublikowany na stronie www Świata Motocykli ).
A wracając do "czwórek" - przetrwały dziesięciolecia - nadal mają się dobrze - oprócz tego, że działają, są żywą klasyką,,, Czegoż można więcej chcieć ?
(Artykuł pierwotnie opublikowany na stronie www Świata Motocykli ).
Osłona przed obróbką.
(artykuł opublikowany w kwietniowym numerze Świata Motocykli - z okrojoną bazą fotograficzną).
...Coś się dzieje...Tak po prostu... A potem - kiedy już się stało, okazuje się, że to jest historia.
W 1966 roku dziewczyna Keitha Richardsa gitarzysty Rolling Stones poleciła Jimiego Hendrixa menadżerowi zespołu, ale ten nie wykazał zainteresowania. Parę miesięcy później Jimi jako support poprzedzał koncert Cream i to był moment kiedy Eric Clapton przestał być bogiem gitary, bo stał się nim Hendrix. W tym samym, mniej więcej, czasie Ed Roth wysyłał redakcjom motocyklowym artykuły o chopperach, ale nikt ich nie chciał... A rok później czasopismo "Chopper Magazine" Rotha okazało się nurtem rwącej rzeki, która w niedługim czasie za sprawą kolejnych chopperowych tytułów stała się Niagarą, a motocykl z długim przodem chciał mieć każdy...
Reklama w Big Bike 1972.
To wiemy... A co było wcześniej ? Kto, kiedy i gdzie ? Nieco przed nakręceniem kultowego „Easy Ridera” gdzie w pełnej krasie możemy podziwiać choppera z długim widelcem, doszło do (trochę przypadkowego) spotkania… Reporter i fotograf Cliff „Soney” Vaughs przeprowadził rozmowę z młodym aktorem Peterem Fondą, oskarżonym wtedy o posiadanie marihuany… Fonda miał już za sobą udział w motocyklowym filmie „Wild Angels”, a Cliff miał pełen garaż motocykli… Więc mieli o czym rozmawiać. Niech jednak nikogo nie zwiedzie słowo „reporter”, czy „fotograf” – „Soney” bynajmniej nie był grzecznym chłopcem, a spotkanie obu panów z pewnością nie było spotkaniem skautów (raczej zetknięciem się dwóch kolesi, którzy wiedzą, nomen-omen, „co w trawie piszczy”). Fonda został zaproszony przez dziennikarza do jego domu w Hollywood, a zawartość garażu zrobiła na nim ( Fondzie) wielkie wrażenie. Traf chciał, że Peter szykował się z Dennisem Hopperem do filmu, gdzie motocykle miały odegrać kluczową rolę. W konsekwencji spotkania Cliff Vaughs otrzymał propozycję zbudowania chopperów na potrzeby projektu. Wciągnął do przedsięwzięcia zaprzyjaźnionego mechanika motocyklowego Bena Hardy’ego, który w środowisku zdołał już się dorobić przydomku „King of Bikes”. Obaj panowie stworzyli „Captain America” i „Billy’s Bike”, czyli gwiazdy „Easy Ridera”. Co więcej – końcowa scena z „Easy Ridera” (kiedy Billy otrzymuje postrzał z jadącego samochodu ) została prawdopodobnie zainspirowana sytuacją jaką przeżył sam „Soney” w 1964 – komuś nie spodobał się murzyn na motocyklu - na szczęście wtedy nikt nie zginął... Cliff był również pomysłodawcą tytułu filmu ( zaczerpnięty został z tytułu piosenki Mae West „I Wonder Where My Easy Rider’s Gone”).
We wspomnieniach Cliffa Vaughsa temat budowania choppera pojawił się już w 1961 roku – bazą był knucklehead, którego reporter kupił po sprzedaży AJS a ( w trakcie prac silnik zamieniony na panheada) - powstawał w kooperacji ze wspomnianym Benem Hardym i Jimem Magnerą. Mógłby to być ten pierwszy – znany i opisany… Niestety, nie ma szczegółów dotyczących przedniego zawieszenia… Przeglądając zdjęcia (z początku lat sześćdziesiątych) motocykli klubu „Chosen Few” MC, którego Cliff był członkiem, nie znalazłem przednich widelców odbiegających od standardowej długości. Podobnie w przypadku motocyki klubu„Hells Angels” z analogicznego okresu. Mimo wszystko, pomiędzy 1960, a 1966 rokiem coś musiało kiełkować w głowach amerykańskich bikerów, skoro w sześćdziesiątym siódmym długi przód stał się obiektem pożądania... Znam opinie, że długie zawieszenia teleskopowe spotykane były już w końcu lat pięćdziesiątych, a springery wydłużano w początku następnego dziesięciolecia. Ale brak konkretnych informacji i dokumentacji fotograficznej nie daje podstaw aby uznać to za pewnik. A nie chcę wchodzić w sferę konfabulacji...
Dick Allen - wheelie na panheadzie.
Tutaj czas przywołać inną kultową postać – gość nazywał się Dick Allen. Równolatek Vaughsa (ur. 1937) – kwintesencja bikera w jak najbardziej „barwnym” tego słowa znaczeniu. Wiele osób wspominających Dicka Allena mówi o nim jako o utalentowanym budowniczym chopperów i zaraz dodaje, że nigdy swojego potencjału nie wykorzystał komercyjnie. Budował motocykle, a reszta była nigdy nie kończącą się imprezą. W 67 r. „kolaborował” trochę z „Big Daddy” Rothem i pojawiły się na rynku części sygnowane jego nazwiskiem, ale był to krótki epizod.
I są to w zasadzie jedyne nazwiska, na których można się oprzeć starając się dotrzeć do genezy „długiego widelca”. Przypuszczalnie prawda jest taka, że w środowisku bikerów (głównie z Kalifornii) temat rozwinął się szybko, na zasadzie: jak on przedłużył o dwa cale, to ja przedłużę o cztery… A podobno pierwsze ruchy w tym kierunku wynikały z potrzeby zwiększenia prześwitu pod przodem ramy… A potem, żeby być bardziej „cool”… A Kalifornia gdzie „nigdy nie pada deszcz” („It Never Rains in Southern California” -piosenka Alberta Hammonda) była doskonałym miejscem do jazdy przez większość roku i wszyscy dotąd przeze mnie wspomniani wywodzą się właśnie stamtąd. Wiele wydarzeń z tamtych lat opisują Joe Hurst i Richard „Irish Rich”Ryan z Sinners SoCal MC, jak również sam Cliff Vaughs i Sugar Bear (pierwszy afro-amerykanin na okładce pisma custom – znany z budowania długich springerów).
O ile w latach sześćdziesiątych takie widelce były domeną indywidualnych konstruktorów i niewielkich manufaktur, to w latach siedemdziesiątych rozpoczęła się masowa produkcja. Dominowały springery i zawieszenia trapezowe. Trapez (girder) ze względu na budowę był zawieszeniem zapewniającym sztywność konstrukcji nawet przy ekstremalnych rozmiarach.
Reklamy w Street Chopper 1973
Prawdopodobnie tym kierował się John Harman tworząc zawieszenie, które plasuje się jakby pomiędzy tymi dwoma najpopularniejszymi i od obu (częściowo) wzięło swoją nazwę – spirder. Powstało w 1971 roku, a w 1973 uzyskało prawa patentowe. Było niewątpliwie innowacyjne, podobno doskonałe w prowadzeniu, ale zarazem wymagające najwyższej dokładności w wykonaniu elementów, ponieważ nawet niewielkie przekroczenie założonych tolerancji prowadziło do kłopotów w działaniu i szybkiego uszkodzenia.
John Harman - pierwszy z lewej.
Spirder Johna Harmana.
Duży udział w „szaleństwie” przeróbek miały oczywiście zawieszenia teleskopowe – stosunkowo łatwe w tego typu przebudowie... Innym rozwiązaniem, zyskującym pewną popularność w początku lat siedemdziesiątych, było zastosowanie widelca pozbawionego amortyzacji. Pozornie nic prostszego i pozornie... bez sensu. Ale przy odpowiednim dobraniu geometrii prowadziły się bardzo dobrze, a kluczem do zapewnienia właściwej wytrzymałości przy braku resorowania było użycie odpowiedniej klasy materiału.
Zdjęcie z czasopisma Big Bike 1972.
Dość kuriozalnym wydaje się pomysł wykonania zawieszenia gdzie całość jego długości była po prostu resorem piórowym – aczkolwiek takie koncepcje się również pojawiły.
Kolejną wersją amortyzowania długiego przodu był Gyro Springer – gdzie fragment z czterema sprężynami został przeniesiony w okolice koła. Oraz bardzo podobny układ z dwoma amortyzatorami (zamiast czterech sprężyn) – tu mała dygresja – właśnie to rozwiązanie przeżywało renesans w naszym kraju, kiedy w latach osiemdziesiątych nastąpił boom budowania chopperów.
Nie sposób wymienić wszystkich producentów długich zawieszeń jacy pojawili się na rynku. Wystarczy wspomnieć, że trudno jest znaleźć zdjęcie, w prasie custom we wczesnych latach siedemdziesiątych, motocykla ze standardowym przodem. „Chopperowano” (bo nazwa chopper zrosła się już wtedy z długim zawieszeniem) wszystko. Począwszy od poczciwej WL-ki, przez klasyczne „angliki”, a skończywszy na, prosto z fabryki wychodzących, „japończykach”.
Oczywiście mega długie przody otrzymywały również wszelkiej maści trójkołowce.
Sporadycznie pojawiały się artykuły kwestionujące sens brnięcia w coraz bardziej ekstremalne długości, a także podnoszące kwestię bezpieczeństwa tworzonych konstrukcji.
Artykuł w Big Bike 1972.
Mimo to ten trend dominował do końca lat siedemdziesiątych (chociaż od połowy dekady już bez nadmiernej ekscytacji ). Dominacja firmy AEE będącej potentatem, zakończyła się w momencie rozwodu właścicieli i podziału interesu – chwilę później nastąpił upadek.
Reklama AEE w Street Choppers 1973.
Pozycję przejął Jammer, który wydawał własne pismo Jammer’s Handbook – fachowy magazyn dla motocyklistów i zarazem katalog oferowanych części. Można było np. zamówić konfigurację długości springera w przedziale od 9 do 18 cali (ponad długość fabryczną) z opcją okrągłych, sześciokątnych, czworokątnych lub czworokątnych skręcanych popychaczy sprężyn.
Artykuł w Street Chopper 1973.
Od 1967 roku na rynku istniała firma Denver’s Choppers i mimo że nigdy nie została hegemonem to dotrwała do naszych czasów i nadal prosperuje. Również Sugar Bear, który zadebiutował na okładce Street Chopper w 1972 roku dosiadając Hondy wyposażonej w autorskie zawieszenie, przetrwał na rynku. Mimo, że ze względu na dyskryminację na tle rasowym w motocyklowym światku, sam usunął się w cień na długie lata, to prowadzona przez niego firma zdołała się utrzymać (m.in. chopper zbudowany dla Ozzy’ego Osbourne’a otrzymał zawieszenie od Sugar Bear’a).
Od lat osiemdziesiątych przez dziewięćdziesiąte długie zawieszenia w zasadzie odeszły do lamusa. Świat customu skoncentrował się na budowaniu potężniejszych jednostek napędowych i stylistyce odbiegającej od old schoolowych trendów. Powrót nastąpił już w XXI wieku, ale nie na taką skalę jak 50 lat temu. Długie zawieszenia charakterystyczne obecnie są np. dla nurtu swedish chopper (głównie zawieszenia teleskopowe, z mocno pochyloną główką) i niemieckiej firmy Habermann- Performance ( rama z wysoko umieszczoną główką tzw. high neck ). Aczkolwiek wielu customizerów wraca do tych rozwiązań w indywidualnych projektach – między innymi nieprzewidywalni japońscy bikerzy, budujący niewiarygodnie długie widelce, jakby czas zatrzymał się w 72 roku...
O cylindrach Poole pisałem już wcześniej (Esencja 23 - marzec 2024). Tym razem jedynie parę słów i zdjęć dla dokończenia wątku... Po tule...